Grudniowy poniedziałek, na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia w sieci pojawił się news, który informował, że premier Holandii postanowił wszystko zamknąć i wprowadzić lock down. Byłam wtedy w pracy, kiedy nagle wszyscy zaczęli panikować, bo tak naprawdę nie było do końca jasne co będzie otwarte, a co nie. Na centrum przed każdym sklepem były metrowe kolejki – ludzie na szybko kupowali prezenty na święta czy kosmetyki. Aktualnie w Holandii nadal mamy lock down i obostrzenia, ale jak tak naprawdę wygląda rzeczywistość?

Maseczki obowiązkowe w sklepach, ale w biurach czy magazynach już niekoniecznie.

Na początku były zalecane, a obowiązkowe w miejscach publicznych tylko w Amsterdamie i Rotteradamie. Teraz noszenie maseczek to już standard w każdym sklepie czy restauracji, ale nie trzeba ich zakładać podczas spacerów na świeżym powietrzu. Nie ma też problemu z ich dostępnością – można je kupić wszędzie. Powstały nawet specjalne małe sklepiki, w których możesz zaopatrzyć się w maseczki ze specjalnym nadrukiem czy filtrem.

Czy istnieje obowiązek noszenia maseczek w pracy? No w sumie nie… To znaczy, jeśli pracujesz w sklepie to wiadomo, że tak, ale nie tyczy się to już biur czy magazynów. Pracuję w miejscu, w którym są same biura wokół, nie zauważyłam, żeby ktokolwiek siedział tam w maseczce. W mojej obecnej pracy tylko jedna osoba zawsze w niej przychodzi, a wszyscy pracujemy w sumie w jednym pomieszczeniu. Tak samo wygląda sytuacja na magazynach – w większości przypadkach o noszeniu maseczek się tylko mówi.

A propos pracy… rząd zaleca pracę z domu, ale nie każdy pracodawca oferuje taką możliwość.

Wielu moich znajomych pracuje na magazynach czy produkcjach. Prawda jest taka, że wszystko tam toczy się jak zwykle, bo jak w tych branżach wprowadzić pracę zdalną. Ludzie zamawiają teraz wszystko online, to sprawia, że w niektórych zakładach nadgodziny są wręcz obowiązkowe i mało kto zwraca uwagę nawet na odstępy.

Gdy okazuje się, że ktoś z pracowników ma pozytywny wynik na Covid-19, szefostwo nie do końca wie jak się zachować. Znam dwa zakłady, w których dział HR’ów po prostu olał sytuację. Osobiście pracowałam z domu tylko do momentu otrzymania negatywnego testu na koronawirusa. Podjechałam pod firmę, żeby odebrać sprzęt – dostałam komputer w całym zestawie do podłączenia w domu. Dobrze, że dali też stojak na monitor, chociaż moja kumpela nie miała już tyle szczęścia i musiała improwizować z ekranem opartym na książkach. Tak naprawdę to sporo firm nie jest w ogóle przygotowanych na pracę zdalną: nie mają laptopów, dostępu do systemu. Z drugiej strony: pracownicy, gdy już mają taką możliwość, nie wiedzą jak podzielić obowiązki domowe z pracą – bo przecież wszystko dzieje się w jednym miejscu.

Odstępy, labirynty przed wejściem do sklepu, stacje dezynfekujące.

Najpierw wszędzie pojawiły się oklejone podłogi informujące o 1,5m odstępach i plakaty z instrukcjami mycia rąk czy zaleceniami w stosunku do Covid-19. Teraz przed sklepami można spotkać pracowników, którzy przecierają wózki czy koszyki po każdym kliencie. W Jumbo czy Albert Heijn są specjalne automaty do dezynfekcji wózków – wystarczy nim podjechać pod czujnik. Dodatkowo powstały labirynty i bramki przed wejściem i wprowadzono limity osób przebywających w środku. Półki są wypełnione więc niczego nie brakuje, a jedynie alkohol można kupować do godziny 20.

Ruch w miasteczkach jest po prostu mniejszy, a wszystko można zamówić na wynos.

W miastach też pojawiły się znaki informujące o trzymaniu odstępu, a nawet wyznaczono kierunki poruszania się po centrum. I o ile ludzie potrafią dostosować się do strzałek na ulicy, tak w zachowaniu odstępów bywa już różnie.

Restauracje są otwarte z opcją na wynos więc spacerując po centrum miasta, można bez problemu napić się kawy. Sklepy spożywcze, zoologiczne i drogerie czy apteki również pozostały otwarte. Nie ma problemu z pójściem do dentysty czy fizjoterapeuty. Zamknięto siłownie, szkoły, kina, sklepy z ciuchami. Decyzja o zamknięciu wszystkiego padła tak naprawdę w jeden dzień i sparaliżowała wiele sektorów. Jednak wszyscy bardzo szybko zaczęli po prostu ratować się działając online. Nawet takie malutkie, okoliczne sklepy na wioskach oferują dowóz do domu. Niektóre z nich nie mają nawet strony internetowej, ale mają stałych klientów, którzy znają asortyment. Więc jeśli nagle potrzebujesz żarówki – wystarczy, że wyślesz sms’a co potrzebujesz, a paczkę przyniosą pod drzwi nawet w tym samym dniu. A tak poza tym… to ludzie wciąż wychodzą do lasów, jeżdżą na rowerach, biegają, spotykają się w domach, dzieciaki bawią się na placach zabaw i wszyscy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Fajnie się czytało? Podziel się!
Chcesz coś dodać? Napisz komentarz.