Jest kilka ważnych informacji, o których musisz wiedzieć jeśli decydujesz się na wyjazd do krainy tulipanów. Mimo że każde biuro pracy rządzi się swoimi prawami, wiele kwestii jest podobnych i możesz spotkać je w niemalże każdej agencji pracy.

1. Zakwaterowania to nie hotele pięciogwiazdkowe

Nie znam biura, które otwarcie pokazuje jak wygląda zakwaterowanie, bo większość lokacji no nie oszukujmy się… nie jest zachęcająca. Bywa tak, że pokoje są brudne, łóżka skrzypią, a kaloryfery nie działają. Wynajmowane są stare hotele, w których zdarza się, że mieszka nawet 100 ludzi i to różnych narodowości. Znam też osoby, które trafiły do dużego klasztoru przerobionego na pokoje pracownicze. Tam na korytarzach cały czas stały konfesjonały i inne kościelne elementy. Możesz trafić na domki w parku, gdzie najbliższy sklep znajduje się w odległości kilku kilometrów, a możesz też mieć szczęście i trafić na zakwaterowanie nad morzem lub w centrum miasta (jak ja za drugim razem). Nie oczekuj jednak pięknie wyremontowanych miejsc, bo praktycznie wszędzie znajdziesz standardy: łóżko do spania i szafę na ciuchy, prowizoryczny salon z meblami z przypadku, kuchnię i łazienkę do wspólnego użytku – czyli tyle ile potrzebujesz do przeżycia. Nie zawsze pokoje zamykane są na klucz i bardzo rzadko trafiają się pokoje jednoosobowe.

2. Plan do pracy lubi się zmieniać

Nawet jeśli masz powiedziane, że praca zaczyna się na jedną, taką samą zmianę, nigdy nie ignoruj planu, który dostajesz od koordynatora. Spójrz prawdzie w oczy, większość biur pracy zakłada, że przyjechałeś pracować, a więc nawet jeśli wrzucają cię na tak zwaną „rezerwę” możesz spodziewać się nagłego wezwania do pracy. Niestety, ale to się zdarza, że umawiając się na tylko poranną zmianę, po kilku tygodniach zostajesz wrzucony na inną, bo możesz być na niej bardziej potrzebny. Wiem, to nie jest fair, ale takie są realia. Nie bądź więc zdziwiony, że zaczynasz tydzień od porannej zmiany, w środku tygodnia dostajesz dzień wolny, by następnego dnia zacząć nockę – takie miksy też się trafiają i przekonałam się o tym na własnej skórze, mimo że miałam plan na swoim dziale przygotowywany na dwa tygodnie do przodu, sytuacja mogła się zmienić z dnia na dzień i na oficjalnym planie, który dojeżdżał do nas codziennie około 18:00 mogły widnieć zupełnie inne informacje. Tak, dojeżdżał – plan przekazywany był osobie, która wracała na domek i wieszała go codziennie na lodówce. Niektóre biura pracy wysyłają plan smsem, mailem bądź dzwonią informując na którą zaczynasz następnego dnia.

3. Podpadniesz – wylatujesz!

Dla niektórych nie jest oczywiste, że jeśli przychodzisz do pracy narąbany, ledwo stojąc na nogach, to zostaniesz z niej wyproszony. Jeśli masz szczęście, dostaniesz drugą szansę, jeśli masz pecha, zostajesz wyrzucony z dnia na dzień. Za gorsze przewinienia wrzucą cię na listę: czarną, czerwoną – zwał jak zwał. Każde biuro ma swoje zasady i dla osób problematycznych nie ma powrotu. Jeśli pracowałeś przez jakąś agencję pracy, jesteś w niej zapisany – ty i twoje przekręty i przewinienia (przynajmniej przez kilka lat). Nie ma co ściemniać, gdy starasz się o powrót, że nic się nie wydarzyło i byłeś święty jak aniołek, jeśli wiesz, że pobiłeś/łaś współlokatora, w każdy poniedziałek masz grypę żołądkową albo notorycznie nie odbierasz telefonów i nie wstawiasz się w pracy. Tak, różne są powody przypinania statusu „brak możliwości powrotu” i nawet jeśli w twoich oczach było to małe przewinienie, dla agencji w większości przypadkach będziesz już kandydatem z problemami. A jeśli nie znasz języka angielskiego i nie jesteś w stanie sam ogarnąć się w nowym kraju, będzie bardzo trudno znaleźć pracę bez pośrednika jakim jest biuro pracy. Jak to otwarcie i dosadnie mówił mój koordynator: „Jak się nie podoba to możesz wracać do Polski, na Twoje miejsce jest kilku innych”.

4. Masz prawo jazdy to jesteś kierowcą.

Jeśli jesteś w posiadaniu prawa jazdy to jest bardzo duża szansa, że biura to wykorzystają. Dostaniesz transport do pracy jakim jest samochód służbowy bądź busik, a co za tym idzie będziesz też zabierał ludzi do pracy. Różnie to bywa, niektóre biura doceniają kierowców i płacą im coś ekstra, inne oferują po prostu transport do pracy, który musi ktoś prowadzić. Jeśli boisz się jeździć, lepiej podkreślić to już na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej, by uniknąć potem nieprzyjemnych sytuacji.

5. Niespodzianki na odcinku z wypłaty

Kiedy dostajesz swojego pierwszego solarisa nie wiesz kompletnie jak go odczytać. Zastanawiają cię wszystkie minusowe kwoty, które nie zawsze są jasno opisane czy wytłumaczone. Są biura, które dodatkowo odciągają na przykład za transport do pracy, za rower, za ekipę sprzątającą na domku czy za odzież roboczą – o tym dowiadujesz się często dopiero po przelewie. Pierwszy odcinek z wypłaty zawsze jest niezrozumiały, aczkolwiek przekonałam się już, że zazwyczaj jest niestety prawidłowy. Zanim więc zaczniesz skakać do wszystkich, że cię okradziono, dowiedź się najpierw co tak naprawdę znajduje się na tym dokumencie. Wiele biur nie mówi, że odciągają dodatkowe koszta, sama na początku nie byłam o tym poinformowana. Jeśli robisz nadgodziny lub wychodzisz szybciej do pracy – zapisuj sobie swoje przepracowane godziny. Może się zdarzyć, że twoje nadgodziny nie zostaną dodane w systemie, a korekty niemalże w każdym biurze zajmują trochę czasu.

Radzę nie sugerować się wszystkimi opiniami w internecie – najlepiej wyrobić sobie swoją. Są wciąż biura pracy, które starają się o pracownika i doceniają jego wysiłek, są niestety też i takie, które wciąż traktują ludzi przedmiotowo. Bądź gotowy na zaskoczenie, zarówno pozytywne jak i negatywne, bo w Holandii z pewnością zobaczysz wiele szokujących miejsc i spotka cię wiele przeróżnych sytuacji. Nauczysz się zupełnie nowego życia.

Ciekawy artykuł? Udostępnij go u siebie.